Mandat zaufania zobowiązuje

echopowiatu_orliński

Adam Orliński – radny sejmiku województwa mazowieckiego, społecznik, strażak-ochotnik, doktorant prawa, pracownik Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Skąd bierze czas na pełnienie tych wszystkich funkcji, dlaczego został radnym i z czym wiąże swoją przyszłość? Postanowiła to sprawdzić Izabela Goryniak.

Pełnienie funkcji radnego bywa różnie traktowane. Są tacy, którzy ograniczają swoją działalność do uczestniczenia w posiedzeniach i komisjach, a są też tacy jak pan, którzy – odnoszę takie wrażenie – są wszędzie…

Myślę, że każdy radny stara się pełnić funkcję tak, jak ją interpretuje. Jedni ograniczają się do uczestnictwa w komisjach i posiedzeniach, składania interpelacji, a inni traktują to nieco szerzej. Uważam, że dostałem społeczny mandat zaufania, który zobowiązuje mnie do tego, żeby szeroko współpracować z mieszkańcami. Mandat otrzymałem od społeczeństwa, nie mogę go sobie zachować, tylko co cztery lata poddaję się weryfikacji i staram się swoją aktywnością zapracować na zaufanie wyborców. Oczywiście nie możemy spełnić wszystkich oczekiwań ani sprawić, że zawsze wszyscy będą z nas dumni i zadowoleni, bo bardzo często, co pokazuje życie, przy różnych inwestycjach jedni są zadowoleni, a inni nie, bo mieli zupełnie inny pogląd i wizję tego, jak coś ma wyglądać…

Ale chyba nie chęć zadowolenia wszystkich jest powodem pana aktywności, chodzi także o wiedzę?

Staram się mieć jak najwięcej informacji, bo informacja jest zawsze kluczowa. Zwłaszcza ta bezpośrednia, kiedy rozmawiam z mieszkańcami na różnych sesjach czy spotkaniach. Jest to też sposób rozwiązania wielu problemów. Na przykład w wielu strażach ochotniczych potrzebny jest mniejszy samochód, bo dużym bojowym na zawody czy przekopanie rowu nie ma sensu jechać. I okazuje się, że ten problem można rozwiązać praktycznie – trzeba udać się do naszej stacji pogotowia ratunkowego Meditrans, a tam wycofane z eksploatacji karetki można przekazać do dalszego użytkowania. I w taki sposób samochód trafił do Młodzieszyna. I to jest sprawa, którą można załatwić przez zwykły kontakt z ludźmi. Jeżeli potrzebny jest nowy sprzęt to wtedy przygotowujemy zmiany w budżecie województwa. Taka aktywność, bezpośrednie rozmowy, pozwalają też na pokazanie sejmiku województwa, jego zadań i możliwości.

No tak, wiele osób nadal nie wie, po co jesteście i jakie macie kompetencje.

To jest tak: wójta czy burmistrza wszyscy znają, radę gminy traktują jako pierwszy kontakt i tam starają się załatwić swoje sprawy. Powiat jest już bardziej abstrakcyjny, a sejmik to już w ogóle władza odległa w Warszawie. Może znają marszałka województwa, bo to jest postać, która od 17 lat wrosła w samorządowy krajobraz, ale mało kto wie, jak szerokie ma kompetencje. A najczęściej ludzie mylą wojewodę z marszałkiem, urząd wojewódzki z marszałkowskim.

Czyli pan swoją działalnością promuje sejmik, informuje o jego zadaniach?

Mam nadzieję, że to działa, bo widzę, że sporo osób zaczyna dostrzegać, że sejmik, który wybierają w wyborach, to jest jakieś realne ciało, na które mają wpływ. W powiecie sochaczewskim w każdych kolejnych wyborach jest więcej głosów oddanych do sejmiku. Rozmawiając na spotkaniach pokazuję skąd są środki, że sejmik ma wpływ na nasze życie – a wtedy rzeczywiście pojawia się pomysł, iż warto tam mieć swojego reprezentanta. Warto tu podkreślić, że w pierwszych dwóch kadencjach sejmiku nasz powiat nie miał swojego przedstawiciela, potem udało się to panu dr Jerzemu Krupie, który został wybrany z PSL, a potem z powodu swoich problemów zdrowotnych zaproponował, żebym ja wystartował i się udało. Jestem drugą kadencję. Więc jeśli ktoś idzie na wybory samorządowe i nie wrzuca pustej karty (to jest głos nieważny, ich jest nawet 30 procent), to już jest duży postęp. Świadomość społeczna wyraźnie wzrasta. Jeśli sejmik ma do dyspozycji kilkaset milionów, to warto mieć kogoś, kto o to powalczy.

Czyli wiemy już, po co mieszkańcom powiatu radny Orliński. Ale odnoszę wrażenie, że radnemu mieszkańcy są potrzebni nie tylko do pozyskiwania głosów w kolejnych wyborach, że kontakt z ludźmi jest dla pana bardzo ważny.

Nie ukrywam – lubię to. Możliwe, że mam to w genach? Miałem kilku nauczycieli, pierwszym z nich był mój tata, który odkąd pamiętam angażuje się w sprawy społeczne, jest wójtem gminy Sochaczew. Potem był pan profesor Jerzy Krupa, który widział, że uczestniczę w różnych spotkaniach samorządowych i ciągnął mnie dalej. Później marszałek Adam Struzik zaproponował mi, żebym został jego asystentem, a nigdy wcześniej nie miał asystenta. Oni dostrzegli, że lubię kontakt z ludźmi i sobie z tym radzę. Mam też wykłady na uczelni w ramach moich studiów doktoranckich. Myślę, że wiele osób, w czasie kampanii wyborczych, kiedy pojawiałam się na różnych rynkach, pukałem do mieszkań, było zdziwionych, że taki młody człowiek, jakim byłem wówczas, chce się w to wszystko angażować. Czasami słyszy się przecież wiele gorzkich słów, że „tam” wszyscy są źli, wszyscy kradną, że co się nie zrobi, to i tak jest źle. I naprawdę trudno jest przekonywać młodych ludzi, żeby poświęcili swój czas – popołudnia, soboty, niedziele. Ktoś czasem powie – no dobrze, ja w to wejdę, wezmę się za robotę, a jak ktoś potem przyjdzie i mi powie jakieś brzydkie słowo? Będzie na mnie krzyczał?

A tak jest? Co wtedy robić?

To jest nieuniknione. Staram się zawsze zrozumieć tego drugiego człowieka. Bo jak my zrobimy komuś drogę, a ten ktoś przyjdzie i powie, że jest za wysoki krawężnik i z tego powodu jest zły, to przecież nie jest do końca wina radnego, tylko trochę projektanta, trochę wykonawcy… Staram się tą odpowiedzialność rozkładać, ponieważ radny ma swoje określone działania. Jest firma, jest nadzór budowlany, są służby – każdy za coś odpowiada. Skończę ten wątek anegdotą. Na posiedzenia sejmiku przychodzi jedna pani, w starszym już wieku. Stara się zawsze zabierać głos i na ogół jest on jej udzielany, bo w sejmiku staramy się wszystkich słuchać. I ona zawsze mówi to samo – że wszyscy kradną, wszystko jest źle i w tym województwie nigdy nie było dobrze. Niektórzy oczywiście mogą się poczuć urażeni jej wypowiedziami, ale z drugiej strony wiemy, że sporo w życiu przeszła i że kiedy już się wygada, to od razu się uśmiecha, że nam dowaliła. I jest jej lepiej. To taka szkoła. Jeśli się nie umie przyjmować krytyki, to nie ma co się w taką działalność pchać. Mnie też przecież nie wszystko się udało.

Ale jest pan nadal bardzo młodym człowiekiem. Jakie plany na przyszłość?

Samorząd bardzo mi się podoba. Tu się ma największy wpływ na życie ludzi, najwięcej można dla nich zrobić. Kariera w wielkiej polityce jest na pewno ciekawa, społecznie cieszy się większym zainteresowaniem – ale jeśli chodzi o rozwiązywanie ludzkich spraw, to w samorządzie można więcej. Dokonałem pewnego wyboru partii – Polskiego Stronnictwa Ludowego – ale to ma dużo mniejsze znaczenie niż to, jakim się jest człowiekiem. A w samorządzie bardziej liczy się to drugie. Gdybyśmy dalej szli w tym kierunku także w sejmie i senacie, ludziom byłoby dużo lepiej.

Zostawmy politykę i porozmawiajmy nieco o życiu prywatnym, którego, jak podejrzewam, za dużo pan nie ma. Bycie radnym, studia doktoranckie, praca zawodowa, spotkania z ludźmi – a kiedy czas dla siebie?

W tak zwanym międzyczasie (śmiech). To jest prosta definicja – nie masz czasu, to znajdź sobie międzyczas. Wszyscy coraz więcej pracują. Ja wstaję codziennie po piątej, przed siódmą jestem już w pracy, w Warszawie, nie mam z tym problemu. Oczywiście nie jeżdżę już kolejami do pracy, gdyż muszę być bardziej mobilny, samochód jest w moim przypadku lepszym środkiem transportu. Czasem jednego dnia muszę być w Płocku, Warszawie, Sochaczewie i Wiskitkach.

A jak już się zdarzy międzyczas, to co wtedy?

Jadę doglądnąć gospodarstwa albo robię coś w domu. Staram się nie mieć wolnego czasu. Tak sobie życie organizuję, żeby ciągle być zajętym. Czasem napiszę jakiś artykuł, z racji mojego prawniczego zacięcia oraz kończenia doktoratu. Na szczęście już ukończyłem studia doktoranckie, więc zyskałem wolniejsze soboty. Teraz się przygotowuję do obrony doktoratu, co oczywiście też wymaga czasu.

A jaki temat pracy?

„Akty prawa miejscowego jednostek samorządu terytorialnego w polskim systemie źródeł prawa”. Czyli prawo samorządu terytorialnego na tle konstytucji.

Życzę w takim razie jak najszybszej i najlepszej obrony, dziękuję za rozmowę.

etykiety

Powiązane artykuły

1 komentarz

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)