Zapomniany malarz syberyjskich zesłańców

Aleksander-Sochaczewski-Pozegnanie-Europy

Jest w Sochaczewie niepozorna uliczka, niczym się niewyróżniająca. Mało tu budynków, chociaż mieszczą one przydatne instytucje, jak gabinety lekarskie czy obiekty usługowe. Najczęściej przemierzają ją klienci pobliskiej Biedronki. Jednakże dziś nie będziemy zajmować się handlem lokalnym, lecz przyjrzymy się patronowi ulicy. Od niedawna ulica nosi imię Aleksandra Sochaczewskiego – stało się to decyzją Rady Miejskiej w Sochaczewie z 22 stycznia 2008 r. Nazwisko nawet dobrze się kojarzy z miastem, ale kim właściwie był patron ulicy – tego pewnie wielu mieszkańców Sochaczewa nie wie. Warto więc przypomnieć tę zapomnianą, a ważną postać.

Aleksander Sochaczewski urodził się… w Iłowie, gdy ten był jeszcze miastem (utracił prawa miejskie za karę – w ramach represji po powstaniu styczniowym). Przyszedł na świat 3 maja 1843 r., a jego rodzicami byli rzemieślnik Szmul Sonder i Szajna Bajły z domu Pytel. Rodzina była żydowska, i to ortodoksyjna, więc nic dziwnego, że początki edukacji Lejba Sondera (bo tak się naprawdę nazywał) upłynęły w miejscowej szkole wyznaniowej. Ojciec, usługujący w synagodze, widział pewnie syna jako przyszłego rabina i stąd wysłanie Lejba do Warszawy, do tamtejszej Szkoły Rabinów. Nastąpiło to wiosną 1860 r.

Aleksander-Sochaczewski

Niestety, dzieciństwo i młodość przyszłego malarza jest dziś prawie nieznana. Rodzina była biedna i nie miała znaczenia w Iłowie, więc i niewiele się o niej zachowało danych. Nie wiemy, gdzie mieszkali, nie znamy dalszych losów rodziców i jedynej siostry. Natomiast dość dobrze znamy losy Aleksandra.

Od kiedy zaczął używać nowych personaliów – nie udało się określić. Tak został zapisany w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Porzucił bowiem naukę w szkole rabinicznej i zajął się tym, co lubił najbardziej – malarstwem. Skąd nowe imię i nazwisko? Możemy się tylko domyślać, że to wynik własnych przemyśleń, a może i potrzeby bycia kimś innym. Może nazwisko miało odnosić się do stron rodzinnych? Ale na pewno miało brzmieć z polska.

Tu niezbędna dygresja. Gdy 17-letni Lejb przybył do Warszawy – ta już żyła trzydziestą rocznicą wybuchu powstania listopadowego. Narastał w mieście ruch niepodległościowy, wkrótce zaczną się manifestacje, tłumione przez wojska rosyjskiego zaborcy. W szybkim tempie powstawać będą nielegalne organizacje niepodległościowe, które ostatecznie doprowadzą w 1863 r. do nowego zrywu zbrojnego. Na razie jednak w stolicy wrze i trudno, by młody przybysz nie chłonął tych wszystkich wydarzeń i klimatów. Co ważne – był to jedyny taki okres w dziejach ziem polskich pod zaborami, gdy przeciw samowoli carskiej występowali solidarnie przedstawiciele różnych wyznań i narodowości, coraz bardziej czujący się Polakami – wszak to wtedy tworzył się naród polski. Niech za przykład posłuży choćby fakt, że pogrzeb pięciu poległych (uczestników manifestacji antyrosyjskiej, zorganizowanej przez Szkołę Sztuk Pięknych) ziemian, rzemieślników, uczniów, zgromadził tłumy mieszkańców Warszawy, a kondukt prowadzili duchowni katoliccy, pastorzy i rabini. Ale wróćmy do naszego bohatera.

Studiowanie malarstwa musiało być pasją Aleksandra, bo gdy zaledwie rok po wstąpieniu na uczelnię artystyczną wystawiał z innymi uczniami SSP swoje prace, został wymieniony przez krytyków w gronie czterech najzdolniejszych. Wobec niepokojów w Warszawie podobno wyjechał na krótko do Iłowa. Jeśli tak – to był tam po raz ostatni. Na utrzymanie zarabiał udzielając lekcji rysunków dzieciom znanych rodzin ziemiańskich, m.in. Zamoyskim i Potockim. Wynajął mieszkanie na Chmielnej. Spotykał się tam ze znanymi malarzami, jego pracownię odwiedzali m.in. Juliusz Kossak i Aleksander Lesser. I wtedy doszło do katastrofy. W niezbyt jasnych okolicznościach (może donos, może zbyt duża gadatliwość aresztowanych konspiratorów) 1 września 1862 r. policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu na Chmielnej. Niespodziewający się porannego najścia Aleksander próbował ucieczki, przy okazji postrzelił żandarma, co w warunkach wprowadzonego rok wcześniej stanu wojennego mogło oznaczać groźbę kary śmierci. Czy Sochaczewski miał powody do ucieczki? Tak.

Nie wiadomo kiedy Aleksander włączył się w działalność niepodległościową, zapewne jednak wpłynęła na to atmosfera uczelni. Wykonywał nielegalnie kolportowane rysunki manifestacji i zajść, ale też wykorzystywał mieszkanie jako miejsce spotkań konspiracyjnych, do przechowywania ulotek i czasopism, podrabiania dokumentów. Tu przechowywano broń i formy do odlewania kul. Nic dziwnego, że wobec zagrożenia aresztowaniem pozostała ucieczka. Niestety, nieudana.

Aleksandra osadzono w Cytadeli. Podczas rewizji znaleziono aż 61 przedmiotów (broń, ulotki, matryce drukarskie), za których posiadanie – choćby jednego – groziła kara śmierci. Proces rozpoczął się dopiero w styczniu 1863 r. i trwał do kwietnia. Wobec trwającego już powstania nie należało się spodziewać łagodnego traktowania. I rzeczywiście – wydano wyrok śmierci przez powieszenie. Trzeba tu dodać, że zarówno podczas śledztwa, jak i na procesie Sochaczewski brał winę na siebie, starając się jednak umniejszyć swoją rolę, na nikogo też nie rzucił podejrzeń, co wskazują zachowane akta procesowe.

Aleksander miał wtedy niespełna 20 lat. Ponieważ był niepełnoletni (według ówczesnych kryteriów) i nie przyznał się do win mu zarzucanych (udział w organizacji zbrojnej) wyrok miał zatwierdzić wielki książę Konstanty. Ten dopisał na wyroku, aby oskarżonego wysłać na 22 lata do pracy w kopalni we wschodniej Syberii. Ułaskawienie odczytano już pod szubienicą – taki typowy sposób dodatkowego represjonowania.

Sochaczewski nie był człowiekiem zamożnym, nie pochodził z wpływowej rodziny, nie miał też nikogo bliskiego. Dlatego na Syberię poszedł pieszo. Współczesnymi drogami trzeba dziś pokonać dystans ponad 6700 km. Katorżnikom zabrało to ponad rok wędrówki! I to mimo faktu przewiezienia ich koleją do Niżnego Nowgorodu. Do miejsca zesłania w miejscowości Usole pod Irkuckiem Sochaczewski dotarł w kwietniu 1864 r. Pracował tam w warzelni soli. Niewiele wiemy o tym okresie życia malarza. Pracował ciężko, borykał się z niedostatkiem i samotnością, z trudnościami zesłania i nostalgią za stronami rodzinnymi. Nie podlegał w zasadzie kolejnym amnestiom, a jedynym ich efektem stało się złagodzenie warunków życia, np. gdzieś na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zostały mu zdjęte kajdany, w których dotychczas pracował i spał. Wraz z przedłużającym się pobytem zmniejszały się represje zesłania. Sochaczewski wynajmował pokoik, pracował na swe utrzymanie i rysował. Z czasem znalazł się w Irkucku i coraz więcej mógł malować. Ale zwolnienie z zesłania nastąpiło dopiero w 1884 r.

Do Iłowa nie miał po co wracać, bo jego bliscy zmarli. Poza tym otrzymał zakaz osiedlania się w Królestwie Polskim. Nie dane mu było tu się kiedykolwiek znaleźć. Najpierw krótko przebywał we Lwowie, gdzie ożenił się z Różą Lövenstein (małżeństwo przetrwało 3 miesiące), a następnie osiadł w Monachium. Uczył się malarstwa i malował. Przez kilka lat mieszkał w Brukseli, gdzie zawarł kolejne małżeństwo – również nieudane (pozostawił syna, Franza Schmolcka, uwzględnionego w testamencie). W 1901 r. osiedlił się w Wiedniu, ale lata tułaczki i katorgi zrobiły swoje – malował coraz mniej. W dodatku brak pieniędzy sprawiał, że tylko pomoc – a to dawnych zesłańców, a to różnych organizacji polskich – pozwoliła mu przetrwać.

Bo Sochaczewski swoje malarstwo traktował jako misję – chciał nim dać świadectwo prawdy o cierpieniu narodu polskiego. Malował niemal wyłącznie tematykę syberyjskiej katorgi polskich zesłańców. Samotnik i odludek, był przepełniony potrzebą ukazania światu gehenny narodu polskiego pod jarzmem carskim, dlatego nie sprzedawał swoich obrazów, ale eksponował je w różnych galeriach Wiednia, Brukseli, Paryża, Londynu, Budapesztu. Obrazy trafiły też do Krakowa, Warszawy (mimo cenzury), Lwowa – tu odbyła się w 1913 r. wielka wystawa jego dzieł w 50. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Pod wpływem opinii publicznej władze miasta Lwowa przejęły dorobek Sochaczewskiego w zamian za dożywotnią rentę, która zapewniła mu utrzymanie do końca życia. Zmarł w Austrii 15 czerwca 1923 r., jego zwłoki zaś, przewiezione do Wiednia, poddano kremacji.

Do najbardziej znanych i uznanych obrazów należy powstałe w latach 1890-1894 ogromne płótno Pożegnanie Europy, a także Wśród śnieżnej pustyni, Wieczór. Zakładanie kajdan, cykl Ucieczki z Syberii czy Portret zesłanki oraz wiele innych. Nie był jedynym malarzem, który wybierał jako temat Syberię i zesłańców, choć należał do nielicznych, którzy katorgę przeżyli. Jego dorobek nie jest tak znany, jak w przypadku Malczewskiego, Grottgera, Pruszkowskiego, ale też nie dane mu było mieszkać na ziemiach polskich, gdzie obrazy dotarłyby do szerszego grona rodaków. Na szczęście jego dzieła, poświęcone tematyce syberyjskiej, nie uległy rozproszeniu. Przechowywane we Lwowie zostały przekazane przez ZSRR Polsce w 1956 r. Ostatecznie 118 obrazów i szkiców trafiło do utworzonego muzeum w X Pawilonie Cytadeli, gdzie są nadal eksponowane i można je oglądać. Sochaczewski wrócił więc do dawnego więzienia, ale jako zwycięzca, a nie pokonany.

Powiązane artykuły

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)