Prokuratorskie śledztwo w sprawie przemocy w Giżycach

echopowiatu_sp_giżyce

W listopadzie ubiegłego roku napisaliśmy o sprawie domniemanej przemocy w szkole w Giżycach. Dyrektorka placówki, według relacji świadków, miała zastraszać dzieci słownie, bić je, szarpać, ciągnąć za uszy i stosować inne niedozwolone zachowania. Opisany w piśmie do wójta gminy, Kuratorium Oświaty i rozpowszechniony wśród rodziców niechlubny proceder miał trwać od wielu lat.

Sprawą szybko zainteresowała się Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie – głównie na podstawie naszego artykułu. Jak mówiła w Radiu Sochaczew prokurator Joanna Szymaniak, równolegle do Posterunku Policji w Iłowie wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Działania prokuratury
Postępowanie prowadzi policja pod nadzorem prokuratury. Zostało ono wszczęte z artykułu 207, czyli znęcania się. – Z uwagi na rangę postępowania i fakt, że pokrzywdzonymi są dzieci, przykładamy do tego śledztwa szczególną wagę – mówi Prokurator Rejonowa. – To postępowanie musi być prowadzone szybko, skutecznie i bezbłędnie. Dlatego zapoznałam się z materiałami z dotychczasowego postępowania i napisałam policjantom z KPP Sochaczew, która wykonuje bezpośrednio czynności w tej sprawie, określone wytyczne co do przeprowadzenia dalszych czynności procesowych.
Do tej pory przesłuchano część rodziców dzieci, których nazwiska pojawiły się w piśmie. Jak mówi prokurator, ich zeznania potwierdziły, że otrzymywali od dzieci informacje, że były w szkole zdarzenia, podczas których była stosowana przemoc fizyczna i psychiczna. – Ci rodzice opowiadają, że dzieci mówią, że nie tylko stosunku do nich, ale i do innych uczniów poszczególnych klas takie zachowania mogły mieć miejsce – mówiła Joanna Szymaniak. To powoduje konieczność poszerzenia śledztwa. Zostały przesłuchane także dwie nauczycielki, które bardzo dokładnie opowiedziały zdarzenia, których były naocznymi świadkami i które ewidentnie świadczą o tym, że w odniesieniu do dzieci stosowana była przemoc.

Będą przesłuchania dzieci
Prokurator Rejonowa mówi, że teraz konieczne będzie ustalenie nazwisk wszystkich uczniów, którzy mogli podlegać przemocy oraz przesłuchanie ich rodziców w celu ustalenia, czy mają wiedzę o takich sytuacjach. To znacząco poszerzy krąg osób, z którymi prowadzone będą rozmowy. Joanna Szymaniak mówi także, że niezależnie od rozmów z rodzicami, którzy reprezentują interesy małoletnich pokrzywdzonych, będzie też konieczne przesłuchania samych dzieci, wobec których miała być stosowana przemoc. – Z uwagi na charakter tego przestępstwa, a także na to, że są to pokrzywdzeni, którzy mają naście lat, takie przesłuchania będzie przeprowadzał, na nasz wniosek, sąd z udziałem biegłego psychologa – mówi Prokurator Rejonowa. W takich przypadkach obowiązują ścisłe zasady postępowania, mające na celu jak najdalej posuniętą ochronę dzieci. Przesłuchanie nie odbywa się w sali sądowej, ale w specjalnym, przyjaznym dziecku pomieszczeniu. Uczestniczący w nim psycholog wydaje później opinię na temat, tego, co zaobserwował podczas rozmowy.

Dochodzenie potrwa jeszcze dwa tygodnie
Jak poinformowała Prokurator Rejonowa, przedłużyła termin prowadzenia dochodzenia do końca lutego. – Zobowiązałam też prowadzącą śledztwo panią asesor do złożenia mi referatu do 20 lutego – powiedziała Joanna Szymaniak. – Mają być w nim informacje, czy czynności, które zleciłam policji, zostały już wykonane, a jeżeli nie, to z jakich powodów. Chodzi o to, żeby postępowanie zakończyć jak najszybciej, ponieważ prokuratura zdaje sobie sprawę z tego, że krzywda dzieje się dzieciom.

Będzie akt oskarżenia
Prokurator Szymaniak mówi, że w jej ocenie nie ma wątpliwości co do tego, że przemoc wobec dzieci była stosowana. Zarzuty zostaną postawione. Za przestępstwo z artykułu 207 grozi kara pozbawienia wolności od 3 do 5 lat. Prokuratura będzie jeszcze rozważać, czy ostatecznie w akcie oskarżenia będzie mowa o naruszeniu nietykalności cielesnej, znieważeniu czy znęcaniu. – Niezależnie od kary zasadniczej mogą być rozważane inne środki prawne, jak choćby zakaz wykonywania zawodu – mówi prokurator. – Na pewno będziemy brali pod uwagę wszelkie okoliczności tej sprawy. Dotarły do mnie informacje, że dzieci, które chodzą do szkoły w Giżycach, to są tak zwane dzieci trudne. Ja nie wiem, co to znaczy, natomiast w mojej ocenie nie ma żadnego usprawiedliwienia dla określonego zachowania, które ma charakter przemocy fizycznej bądź psychicznej ze strony nauczyciela, pedagoga, wychowawcy, bo jeżeli ktoś decyduje się na wykonywanie tego rodzaju zawodu, to powinien mieć predyspozycje i umiejętności współpracy z dziećmi, które pozwalałyby na opanowanie różnego rodzaju sytuacji i zachowań dziecka, metodami, które nie będą wkraczały w sferę popełnienia przestępstwa – podsumowała Joanna Szymaniak.

Rzecznik dyscyplinarny
Informacja o nieprawidłowościach w szkole w Giżycach trafiła też do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli w Mazowieckim Kuratorium Oświaty. Z naszych ustaleń wynika, że są prowadzone rozmowy i postępowanie w tej sprawie, jednak żadnych oficjalnych informacji na ten temat Kuratorium nie udziela. Jak powiedziała nam pani rzecznik, po zakończeniu postępowania odpowiednia informacja trafi do organu prowadzącego, czyli wójta, i on zdecyduje, czy należy ją upublicznić.
Po nagłośnieniu sprawy wójt Iłowa Roman Kujawa zdecydował o odwołaniu dyrektorki z funkcji i powierzeniu obowiązków dyrektora Beacie Drozdowskiej. Jak zapewniają władze gminy i pracownicy placówki, wszyscy starają się, aby szkoła pracowała bez zakłóceń.

Powiązane artykuły

1 komentarz

  1. jowita :

    To nie sa dzieci tzw trudne. Po prostu trzeba odpowiednio do nich zagadac. Nawet dzieciaki z Domu dziecka maja uczucia i nie zawsze zasłuzyły na takie ponizanie. Kiedy byly niegrzeczne to były, ale co moze zrobic najgorszego 7 letni chlopiec? Najwyzej troche poszeptac i wiercic sie na lekcji i za tonie trzeba go wyzywac od tepakow i debili.

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)