Kim jest proboszcz Młodzieszyna?

kim-jest-proboszcz-mlodzieszyna

Dziś publikujemy wywiad z proboszczem parafii w Młodzieszynie ks. Dariuszem Kuźmińskim. Rozmowa ta ukazała się w gazetce szkolnej STYK – wydawanej w Gimnazjum w Młodzieszynie. Przypomnijmy. Szkolna gazetka zajęła w kategorii prac zespołowych – gimnazjów – I miejsce w tegorocznej edycji powiatowego konkursu dziennikarskiego pn. „Jak zostać rzetelnym i interesującym dziennikarzem w epoce informacji”.

Publikacja tego wywiadu to jedna z form nagrody dla młodego zespołu dziennikarskiego, a że patronat medialny nad konkursem sprawuje tygodnik Echo Powiatu – wywiad ten nie mógł ukazać się w innej niż nasza gazecie.

Zachęcamy do lektury!

Od prawie trzech lat w młodzieszyńskiej parafii probostwo sprawuje ksiądz Dariusz Kuźmiński. Zastąpił w 2011 roku przechodzącego na emeryturę nie tak dawno zmarłego księdza prałata Józefa Rudzkiego.

Kim jest ksiądz proboszcz? Postanowiliśmy się sami przekonać. W rozmowie z Jarkiem Duplickim proboszcz opowiadał o sobie.

Czy może ksiądz powiedzieć nam, gdzie i kiedy się urodził i jak przebiegały lata księdza dzieciństwa i młodości?

Urodziłem się w 1967 roku we wsi Pacyna na terenie naszej diecezji, jednak już jako kilkuletni chłopiec wraz z rodzicami i bratem przeprowadziłem się do Rybna, gdzie chodziłem do przedszkola. Tam, nota bene, uczyła moja mama. Mieszkałem w Rybnie do pierwszej Komunii Świętej, później przeprowadziliśmy się do Sochaczewa. Zamieszkaliśmy w bloku na osiedlu Ogrody. W Sochaczewie chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 1 (moja mama uczyła w SP nr 3). Później do Liceum Ogólnokształcącego im. Fryderyka Chopina. Tata pracował przeważnie w Warszawie, chociaż ostatnie lata przed emeryturą przepracował Sochaczewie. Po przejściu na emeryturę mojego taty rodzice przeprowadzili się do Gdańska.

Jestem najstarszym z rodzeństwa. Mam dwóch braci i dwie siostry. Jeden z braci – dwa lata ode mnie młodszy – jest żonaty. Jedna z sióstr skończyła Akademię Sztuk Pięknych. Drugi brat dużo przebywał za granicą i obecnie mieszka w Gdańsku. Druga siostra także – z rodzicami, mieszka niedaleko mojego brata.

Czy może się ksiądz podzielić z nami swoimi refleksjami dotyczącymi duszpasterstwa w Młodzieszynie po prawie trzech latach?

Praca w parafii jest bardzo naturalnym miejscem dla księdza, bardziej niż praca przełożonego w seminarium, gdzie przez trzynaście lat byłem wicerektorem. Na pewno sprawia mi radość zaangażowanie parafian. Najbardziej cieszą mnie sytuacje, kiedy widzę parafian podejmujących jakieś działanie z własnej inicjatywy, bez mojej inspiracji czy proszenia. Bardzo podoba mi się takie angażowanie się w życie parafii. Chciałbym, aby było tego jeszcze więcej, bez oglądania się na to, co mówią inni.

Czy w tym, co ksiądz robi jako proboszcz, jest dużo działalności zmarłego ks. prałata Józefa Rudzkiego?

Wszystkie sprawy przejąłem po księdzu prałacie i chcę je kontynuować. Uważam, że wszystkiego nie zaczynam od nowa i muszę kontynuować dzieło śp. księdza Józefa . Miałem z nim bardzo dobry kontakt, chociaż poznaliśmy się bliżej dopiero, gdy przyszedłem do Młodzieszyna.

Powszechnie uważa się, że Młodzieszyn ma szczęście do proboszczów, a czy ksiądz ma szczęście do wikarych?

Dziękuję za miłe słowa. Oczywiście, że mam szczęście do wikarych, choćby dlatego, że jak dotychczas są to księża zaraz po święceniach kapłańskich, pełni „świeżego” zapału. Znam ich z seminarium i dobrze mi się z nimi współpracuje.

Jak, zdaniem proboszcza, powinien wyglądać idealny wikary?

Na pewno jak każdy ksiądz (także proboszcz) powinien być człowiekiem wiary i modlitwy, ale też otwartym na ludzi, niezniechęcającym się słowami krytyki, która czasami jest słuszna, a czasami nie. W tym ostatnim przypadku pewnie jesteśmy jeszcze bardziej kapłanami, czyli tymi, którzy składają ofiarę.

Jak Dariusz Kuźmiński postrzega siebie jako księdza?

Na pewno jako szczęściarza, któremu Pan Bóg bardzo dużo dał, poczynając od powołania do kapłaństwa, poprzez historię mojego życia i ludzi, których Bóg stawia na mojej drodze.

Co myślał 19-letni Dariusz, gdy wstępował do Wyższego Seminarium Duchownego?

Wstąpiłem do seminarium w Warszawie zaraz po maturze (zdawałem język polski, matematykę, język rosyjski i biologię). Wtedy z mojej rodzinnej parafii – Św. Wawrzyńca w Sochaczewie – do seminarium poszło nas trzech. Jeden – tak jak ja – również jest proboszczem. Jako młody chłopak miałem piękne przykłady pracy księży w parafii, np. ks. Andrzej Wojtan, który potem został misjonarzem w Zambii. Wyjeżdżaliśmy w każde wakacje w góry. Siedmiokrotnie byłem też na pielgrzymce pieszej na Jasną Górę, ale przede wszystkim należałem do wspaniałej grupy młodzieżowej przy parafii św. Wawrzyńca.

Jak wyglądała droga młodego księdza Kuźmińskiego po święceniach kapłańskich aż do objęcia probostwa w Młodzieszynie w 2011 roku?

Święcenia przyjąłem 28 maja 1992 roku z rąk biskupa Alojzego Orszulika (były to pierwsze świecenia w nowo powstałej diecezji łowickiej), od razu dostałem dekret od biskupa, kierujący mnie na studia do Rzymu na kierunek teologii moralnej. Wyjechałem w lipcu, najpierw na intensywny kurs językowy, a od października już rozpocząłem studia. Mieszkałem w Kolegium Angielskim. Przez wszystkie lata studiów ks. biskup polecił nam doskonalenie języka angielskiego, dlatego też na wakacje jeździłem do Anglii i Stanów Zjednoczonych. W 1998 roku obroniłem doktorat i wróciłem do diecezji łowickiej, od razu obejmując funkcję wicerektora Wyższego Seminarium Duchownego. Były to początki diecezji, nie było księży przygotowanych do pracy wykładowcy w seminarium. Pewnie dlatego aż 13 lat pracowałem w seminarium. O przejściu do pracy duszpasterskiej rozmawiałem z księdzem biskupem rok przed przyjściem do Młodzieszyna, chociaż nie wiedziałem, że będzie to ta parafia.

Dowiedzieliśmy się, że został ksiądz także mianowany kanonikiem.

Tak, rok przed tym, jak zostałem proboszczem, biskup mianował mnie kanonikiem, może uznając, że 13 lat pracy w seminarium to nie lada wyczyn (śmiech).

Jakie są księdza zainteresowania prywatne?

Bardzo lubię chodzić po górach, pływać, jeździć na nartach i na rowerze – nawet kupiłem sobie rower, który ciągle stoi w garażu (śmiech). Oglądam piłkę nożną – gdy byłem młody, dużo grałem z kolegami. Jestem trochę kibicem klubu piłkarskiego FC Barcelona, a z polskich piłkarzy – Roberta Lewandowskiego.

Jakie ksiądz miał marzenia, gdy był młodym chłopakiem?

Czasami chciałem zostać lekarzem albo kolarzem i startować w Wyścigu Pokoju. W podstawówce i liceum dużo biegałem i uczestniczyłem w zawodach szkolnych i międzyszkolnych.

Jakie są księdza cele w parafii?

Jak największe zaangażowanie parafian w życie Kościoła (Msza św., sakrament pokuty). Chciałbym, aby nikt nie pozostawał z boku sakramentów. Ale też ważne jest aktywne kształtowanie życia parafii, np. posługa liturgiczna, chór, który mógłby się powiększyć, no i oczywiście odnowienie naszego kościoła. Bardzo cieszą mnie lektorzy, ministranci i nasza schola.

Czy pracuje ksiądz również poza parafią?

Tak. Nadal jestem wykładowcą w seminarium w Łowiczu. Mam 10 godzin wykładów na III i V roku plus dodatkowo sesje profesorskie i inne spotkania.

Jaki jest ksiądz Dariusz prywatnie?

Lubię wieczorem lub rano przechadzać się po ogrodzie przy plebanii lub wokół kościoła. Staram się też czytać książki teologiczne.

Co robił młody Darek Kuźmiński?

W każdy piątek i sobotę graliśmy z chłopakami w piłkę przy 80-tce, dużo jeździliśmy na rowerach. W wakacje jeździłem do babci w parafii Słubice, zbieraliśmy truskawki, pomagaliśmy w żniwach. Raz nawet pracowałem w cegielni. Nigdy natomiast nie byłem ministrantem, dlatego biskup mianował mnie opiekunem ministrantów w całej diecezji przez 10 lat (śmiech).

Co by było, gdyby ksiądz nie wybrał kapłaństwa?

Pewnie bym się ożenił (śmiech), może nawet znalazłbym jakąś pracę. Może teraz miałbym syna w podobnym wieku do ciebie i musiałbym go ciągle pilnować, a gdybym miał córkę, to musiałbym wtedy pilnować pół wsi (śmiech).

Czy ma ksiądz dobry kontakt z parafianami?

Z tymi, których udało mi się poznać bliżej, myślę, że tak. Od wielu ludzi dostaję gesty sympatii. Myślę, że powoli się poznajemy.

Jaka była reakcja rodziców i znajomych na to, że młody Dariusz wstąpił do seminarium?

Rodzicom powiedziałem dopiero w dniu, gdy złożyłem papiery do WSD. Zaakceptowali moją decyzję, tak jak wszystkie decyzje w moim życiu. Myślę, że niektórzy moi znajomi mogli się domyślać mojej decyzji, gdyż należałem do grupy parafialnej.

Jak wygląda dzień z życia proboszcza?

Pobudka 5.45 i od razu daję klucze do kościoła panu Stasiowi – naszemu kościelnemu. Później poranna toaleta, jutrznia i msza św. o godz. 7.00 lub 7.30. Następnie śniadanie i praca w kancelarii do godziny 10. Później bieżące sprawy parafii lub wykłady w seminarium, ewentualnie lektura albo umówione spotkania z parafianami. Ok. godziny 15 obiad, czasami spacer. O 17 wieczorna msza św., kolacja o 19. i telewizyjne Wiadomości. Czasami mobilizacja do jakiegoś sportu – to moje postanowienie wielkopostne. O 23 kładę się spać.

Podczas komunii wykonuje Ksiądz pewien gest – opiera głowę o ołtarz, co to oznacza?

Nie zwracam uwagi na ten gest, tzn. do tej pory nie zwracałem uwagi. To moje przeżywanie mszy świętej. Każdy z nas pewnie ma taką swoją osobistą pobożność.

Czy ma Ksiądz dobry kontakt z młodzieżą w ministranturze i lektoracie?

Myślę, że zbyt mały. Może mam taki charakter, że nie chcę przeszkadzać księdzu Mateuszowi i czegoś nie popsuć, bo to jego zakres obowiązków. Ale z pewnością ten kontakt mógłby być większy.

Powszechnie wiadomo, że księża żyją w samotności. Czy czuje się ksiądz samotny? Jeżeli tak, to co ksiądz z tym robi?

Nie czuję się samotny, bo wbrew pozorom przez naszą plebanię przewija się wiele osób. Z drugiej strony myślę, że księża w jakimś sensie potrzebują trochę samotności.

Czy ma ksiądz coś do przekazania naszym czytelnikom?

Z pewnością te kilka słów wywiadu nie sprawi, że się bliżej poznamy. Zapraszam wszystkich do budowania naszej wspólnoty parafialnej. Chciałbym, aby każdy czuł się akceptowany takim, jaki jest, nie tylko ze swoimi talentami i darami od Boga, ale też z wadami.

Powiązane artykuły

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)