Świński problem

echopowiatu_asf

Coraz częściej głowę rolnikom zaprząta problem afrykańskiego pomoru świń (ASF). Zwłaszcza, że od grudnia ubiegłego roku dotknął także bezpośrednio i hodowców z naszego powiatu.

ASF to szybko szerząca się, zakaźna choroba wirusowa, na którą podatne są świnie domowe oraz dziki. W przypadku wystąpienia ASF w stadzie dochodzi do dużych spadków w produkcji. Zakażenie przebiega powoli i obejmuje znaczny odsetek zwierząt w stadzie, przy czym śmiertelność zwierząt sięga nawet 100%. Ludzie nie są wrażliwi na zakażenie wirusem ASF, w związku z czym choroba ta nie stwarza zagrożenia dla ich zdrowia i życia. Wystąpienie ASF skutkuje przede wszystkim narażeniem kraju i hodowców na olbrzymie straty finansowe związane w pierwszej kolejności z kosztami związanymi ze zwalczaniem choroby w gospodarstwach gdzie zostanie stwierdzona (wiążącymi się m.in. z zabiciem zwierząt z zapowietrzonego stada i utylizacją ich zwłok, koniecznością przeprowadzenia oczyszczania i dezynfekcji oraz badań laboratoryjnych), jak również z drastycznym ograniczeniem możliwości sprzedaży i wywozu świń lub wieprzowiny zarówno w kraju jak i poza jego granice.

Czerwony obszar w powiecie

Jak mówi Teresa Wojda – powiatowy lekarz weterynarii, choć w powiecie sochaczewskim póki co nie zanotowano dodatnich przypadków ASF ani u świń, ani u dzików, ze względu na pojawienie się tej choroby na Mazowszu zachodnim gminy powiatu sochaczewskiego zostały objęte dwoma stopniami zagrożenia jej wystąpieniem. Od grudnia do tzw. obszaru czerwonego przypisana została gmina Brochów, natomiast do obszaru żółtego cztery gminy – Teresin, Sochaczew, Młodzieszyn i Iłów. W obszarze czerwonym obostrzenia dotyczą przesyłki świń do innych gospodarstw albo do rzeźni. Możliwe jest to dopiero po wystawieniu przez urzędowego lekarza weterynarii świadectwa zdrowia oraz uzyskaniu decyzji powiatowego lekarza weterynarii na przemieszczenie świń tylko do określonych zakładów przeróbki mięsa. A rolnik musi 15 dni wcześniej przekazać próbki mięsa do specjalnych ośrodków badawczych.W obrębie strefy żółtej oraz poza ten obszar w granicach Polski przesyłka świń do innych gospodarstw albo do rzeźni musi być zaopatrzona w świadectwo zdrowia, wystawione przez urzędowego lekarza weterynarii nie wcześniej niż 24 godziny przed wysyłką. Świnie z tego obszaru mogą być także sprzedawane na terenie Unii Europejskiej. Jak widać, utrudnia to znacznie handel wieprzowiną, a co za tym idzie, spadają zyski hodowców. Dodatkowo ubojnie niechętnie kupują takie mięso i podchodzą do tego bardzo rygorystycznie. Przykładowo punkt skupu w Nowej Suchej przyjmuje świnie z obszaru żółtego, ale inna ubojnia z tego zrezygnowała. A to wszystko stwarza realne problemy dla rolników.

Kto za to zapłaci?

Jak twierdzi Sławomir Tomaszewski, przewodniczący powiatowego oddziału Mazowieckiej Izby Rolniczej, docierają do MIR sygnały, że skupy w zależności od pochodzenia świń różnicują ceny za kilogram żywca, co powoduje ewidentne straty hodowców. I patrząc od strony rolników i Izby Rolniczej widać niespójność aktów prawnych zarówno unijnych, jak i ministra rolnictwa. Choroba przywleczona do Polski przez Gruzję i kraje byłego Związku Radzieckiego rozszerza się w kierunku zachodnim. Szkoda, że podejmowane działania, np. masowy odstrzał dzików, spotykają się z protestami ekologów. W tej chwili takie działania podejmowane są na terenie wschodnich Niemiec, wcześniej były na Białorusi. Nasze gospodarstwa wielkotowarowe, głównie położone na terenach gmin Rybno i Nowa Sucha, nie są jeszcze na szczęście zaliczane do zagrożonych. Ale gospodarze z Teresina objęci żółtą strefą już zgłaszają się do MIR sygnalizując problemy ze zbytem warchlaków.

Jakie jest rozwiązanie tej, wydawałoby się, sytuacji bez wyjścia?

Kilka lat temu przygotowany został przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Głównego Lekarza Weterynarii program bioasekuracji w latach 2015-2016 i w I półroczu 2017 r. Program ten miał zapobiec rozszerzaniu się choroby ASF u świń, ale tak się nie stało. Do października 2017 r. liczba przypadków ASF u dzików wzrosła do 567, a ognisk u świń do 103, z czego 80 ognisk odnotowano w samym 2017 r. Liczby te z dnia na dzień rosną, przekraczając obecnie 1 128 przypadków ASF u dzików. Dlatego dwukrotnie rozszerzano obowiązywanie programu o kolejne gminy. W listopadzie 2017 r. wirus przekroczył linię Wisły, a w tylko w styczniu 2018 roku już zanotowano 3 nowe przypadki choroby.

Program na papierze

Wirus rozprzestrzenia się, bo nie spełniono także drugiego celu programu, czyli nie osiągnięto stanu, w którym świnie utrzymywane są wyłącznie w gospodarstwach o najwyższym poziomie bioasekuracji. Wprowadzonych rozwiązań w zakresie stosowania biosaekuracji nie dostosowano do rozdrobnionej struktury gospodarstw – w 93 proc. były to małe gospodarstwa utrzymujące do 50 sztuk świń. Nie mogły one sobie pozwolić na wprowadzenie koniecznych zabezpieczeń, bowiem średni koszt dostosowania gospodarstwa do tych wymogów szacuje się na ok. 33 tys. zł. Dlatego takie zabezpieczenia mogło realnie wdrożyć zaledwie ok. 6 proc. właścicieli gospodarstw. Co prawda właścicielom gospodarstw w ramach realizacji tego programu umożliwiono dobrowolną rezygnację z utrzymywania świń i zapewniono za to rekompensaty przez okres trzech lat. Wystarczyłoby, żeby złożyli oni oświadczenia o niespełnianiu wymogów właściwego zabezpieczenia gospodarstwa. Jednak niewielu posiadaczy świń skorzystało z tej możliwości. Bo jednak przecież z czegoś trzeba żyć. Tymczasem, jak twierdzi Sławomir Tomaszewski, Unia sobie, przepisy sobie a życie i chłopi sobie. A epidemia ASF coraz szybciej zbliża się do krajów zachodnich. Czy dopiero wtedy Unia Europejska dostrzeże zagrożenie i podejmie konkretne kroki? Na razie nikt nie potrafi wskazać realnych działań mających na celu powstrzymanie rozszerzania się choroby, a te, które są proponowane, torpedują ekolodzy bądź ignorują urzędnicy. Potrzebna jest chyba do tego taka sama konsekwencja w działaniu, jak kilka lat temu w zwalczaniu epidemii ptasiej grypy. Inaczej za tę niewiedzę i nieudolność przyjdzie znowu zapłacić konsumentom i hodowcom trzody chlewnej.

Andrzej Wach

Powiązane artykuły

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)