Sąd nie zgodził się na zmianę umowy dożywocia

echopowiatu_umowa_doywocia

Barbara, 74-letnia mieszkanka Sochaczewa, osoba samotna, postanowiła zawrzeć umowę służebności dożywotniej mieszkania z młodym małżeństwem w zamian za zapewnienie jej mieszkania, wyżywienia, opieki lekarskiej, a po śmierci wyprawienie pogrzebu. Na początku wszystko funkcjonowało dobrze. A 11 lat późnej sprawa trafiła do sądu.

Coraz więcej osób w Polsce korzysta z tego rodzaju umowy. Polega ona na tym, że w zamian za przeniesienie własności nieruchomości nabywca zobowiązuje się zapewnić dożywotnie utrzymanie. Zgodnie z artykułem 908 § 1 Kodeksu cywilnego należy „przyjąć zbywcę jako domownika, dostarczać mu wyżywienia, ubrania, mieszkania, światła i opału, zapewnić odpowiednią pomoc i pielęgnowanie w chorobie oraz sprawić mu własnym kosztem pogrzeb odpowiadający zwyczajom miejscowym”. Niestety często okazuje się, że to co zawarte w piśmie a rzeczywiste oczekiwania stron są rozbieżne, a jedna decyzja bezpowrotnie zmienia życia stron zainteresowanych. Nie zawsze na lepsze.

Służebność do śmierci, ale nie wieczna

Zgodnie z projektem ustawy senior w momencie podpisania umowy z przedsiębiorcą oferującym usługę dożywotniej służebności wyzbywa się prawa własności nieruchomości, w zamian za obietnicę okresowych, zwykle comiesięcznych świadczeń dożywotnich.

Może się zdarzyć, że pomiędzy nabywcą nieruchomości a dożywotnikiem dojdzie do pogorszenia stosunków. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji oczywiste jest, że strony nie będą chciały lub nie będą mogły dłużej mieszkać pod jednym dachem. Wtedy każda ze stron może wystąpić do sądu o zamianę niektórych uprawnień wynikających z umowy dożywocia na dożywotnią rentę. Zbywca nieruchomości może też wystąpić do sądu o zmianę służebności na rentę, jeżeli osoba uprawniona z tytułu służebności osobistej dopuszcza się rażących (w jego odczuciu) uchybień przy wykonywaniu swojego prawa. Tak jak zrobiła to Barbara C.

Miłe złego początki

W 2005 roku Barbara C. zawarła umowę z małżeństwem, które wynajmowało od niej jeden z budynków mieszkalnych znajdujących się na jej posesji. W ramach tej umowy przepisała na nich własność zabudowanej nieruchomości i działkę, w zamian za co ci zobowiązali się zaopiekować się nią, traktować jak domownika, zapewnić jej wyżywienie, ogrzewanie i opiekę. Zobowiązali się też ustanowić nieodpłatną służebność osobistą, która polegała na prawie mieszkania w całym budynku mieszkalnym, który znajdował się na tej nieruchomości.

W 2016 roku Barbara C. wniosła o rozwiązanie umowy o dożywociu oraz zmianę jej na dożywotnią rentę o wysokości 1250 złotych. Jako powód takiej decyzji podała niewywiązanie się młodych ludzi z części swoich zobowiązań, np. niezapewnienie jej wyżywienia, opału czy opieki lekarskiej. Dodatkowym argumentem za były coraz gorsze relacje między nimi.

Sytuacja była na tyle zła, że małżeństwo postanowiło się wyprowadzić i kupić inną nieruchomość, w której mogliby zamieszkać z trójką dzieci. Nie zgodzili się również na płacenie co miesiąc 1250 zł tłumacząc się, że przez pewien czas wywiązywali się ze swoich obowiązków i twierdzili, że wina za taką a nie inną sytuację leży po stronie Barbary C. Zgodzili się do płacenie jej kwoty nieprzekraczającej 400 złotych miesięcznie. Do czego przychylił się sąd.

Sąd po stronie małżeństwa

Sąd I instancji przesłuchał strony, świadków , przeanalizował akta sprawy i dostarczone dowody rzeczowe. W jego ocenie powództwo o rozwiązanie umowy dożywocia było niezasadne. Choć istnieje artykuł 913 Kodeksu cywilnego zgodnie z którym sąd może na żądanie dożywotnika rozwiązać umowę , tutaj nie przychylił się do prośby. Według wyżej wymienionego artykułu musi dojść do sytuacji, gdy dożywotnik jest krzywdzony lub w sposób drastyczny narusza zasady współżycia społecznego. Sąd uznał, że w tym przypadku nie miało to miejsca.

Koszmarne mieszkanie

Jak wynika z przesłuchań i analizy sytuacji przez sąd na początku relacje między Barbarą C. a drugą stroną układały się bardzo dobrze. Poznali się, gdy małżeństwo wynajęło od niej lokal mieszkalny sąsiadujący z lokalem, w którym mieszkała Barbara C. Jeszcze przed zawarciem umowy dożywocia często pomagali starszej kobiecie przy pracach domowych, zajmowali się jej chorym bratem, gdy Barbara C. wyjeżdżała za granicę (co zdarzało się często i trwało po kilka miesięcy). Po zawarciu umowy przez wiele lat relacje były poprawne, a Barbara C. nie oczekiwała od młodych ludzi wywiązywania się ze wszystkich zaświadczeń zawartych w umowie, zwłaszcza dotyczących opieki w przypadku problemów zdrowotnych. Oni bez problemu płacili jej umówiony czynsz za wynajem lokalu, w którym mieszkali. Schodki zaczęły się w 2013 roku, gdy starsza kobieta przeszła operację zaćmy oka. Pojawiły się konflikty związane z finansami i rozbudową jednej z nieruchomości. Żeby zapewnić lepszą opiekę, młodzi zaproponowali zamieszkanie w jednym lokalu. Zaproponowali jednocześnie rozbudowę owego lokalu, gdyż był on za mały dla pięcioosobowej rodziny. Barbara C. nie zgodziła się na to.

Z czasem małżeństwo przestało płacić za wynajem lokalu uznając, że koszty związane z wyżywieniem i opieką pokrywają czynsz. To z kolei doprowadziło do sytuacji, że Barbara C. nie chciała od nich przyjmować jedzenia. Kolejnym krokiem było podniesienie wysokości czynszu – z 460 najpierw do 600, a potem do 900 złotych.

Nieporozumienie eskalowało. Zgodnie z zeznaniami świadków dochodziło do wyzwisk i obrażania. Wzywana była policja. Jak czytamy w uzasadnieniu sądowym, Barbara C. zakręciła swoim lokatorom na dwa miesiące wodę, co zmusiło małżeństwo do noszenia wody ze studni. Pozwana przez Barbarę C. była wtedy w ósmym miesiącu ciąży.

Sytuacja bez zmian

Wyrokiem sądu pozwani mają płacić Barbarze C. co miesiąc 400 złotych renty a sama umowa nie zostaje rozwiązana. Pozwani w ocenie sądu nie porzucili powódki ani nie wyrządzili jej krzywdy. Wręcz przeciwnie – „ciężar dowodu okoliczności świadczących o konieczności rozwiązania tej umowy spoczywał na powódce, czemu nie sprostała. Od czasu zawarcia umowy dożywocia sytuacja życiowa stron zmieniła się, a wzajemne stosunki uległy pogorszeniu, lecz istniejący konflikt nie cechuje się szczególnym nasileniem złej woli czy agresją ze strony pozwanych, ani naruszeniem przez zobowiązanych zasad współżycia społecznego”.

Wyrok sądu jest prawomocny.

Maria Jesiołowska

Powiązane artykuły

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)