Jak gdzieś się pojawiam, to chcę wygrywać jak najwięcej

echopowiatu_Bułka

O tym, że ciężka praca i wyrzeczenia przynoszą efekty z Marcinem Bułką, bramkarzem Chelsea Londyn i reprezentacji Polski U-19, wychowankiem Stegien Wyszogród rozmawiał Tomasz Marciniak.

Jak to się wszystko zaczęło u ciebie z piłką nożną?

Piłka nożna od dziecka wokół mnie krążyła. Każdą wolną chwilkę z kolegami staraliśmy się wykorzystywać właśnie na grę na podwórku. Przygodę z piłką zaczynałem w klubie z Wyszogrodu o nazwie Stegna Wyszogród. Gdy miałem 7 lat poszedłem właśnie tam z kolegą na jeden z treningów, gdzie miałem możliwość potrenowania ze starszymi chłopcami. Spróbowałem i spodobało mi się, więc zostałem i zacząłem tam grać.

Z tego co się dowiedziałem, to u ciebie piłka nożna jest od pokoleń, to nie jest tak, że jesteś jedynym piłkarzem w swojej rodzinie.

Tak, wujek i dziadek byli bramkarzami, więc trochę się śmiejemy w rodzinie, że aby podtrzymać tradycję ja też wybrałem bramkę i tego się trzymam.

Grałeś też w Mazowieckiej Lidze Trampkarzy, choć byłeś o dwa lata młodszy.

Tak, ale zawsze byłem przyzwyczajony, że gram ze starszymi kolegami. Między nami nie było dużej różnicy w wyglądzie, bo biorąc pod uwagę uwarunkowania fizyczne, były one podobne.

Masz 198 cm wzrostu.

Warunki zawsze mi strasznie pomagały, bo dla bramkarza wzrost jest bardzo ważny. Bramka jest wysoka, a jak wiadomo im człowiek wyższy tym zasięg rąk większy, a przy obronie strzałów to bardzo istotne.

Potem Escola Barcelona, tam trafiasz ze Stegien Wyszogród, MDK Płock i Chelsea Londyn. Po drodze były testy m.in. w Barcelonie, Górniku Zabrze, było zainteresowanie ze strony Udinese, byłeś więc rozchwytywanym zawodnikiem.

Tak, można tak powiedzieć. Pamiętam, jak dostałem pierwsze zaproszenie od Udinese i Atalanta Bergamo na testy, ale byłem tylko w tym pierwszym klubie. Miałem wtedy 15 lat i wiedziałem, że jadę tam na tydzień zdobywać doświadczenie, które przyda się w przyszłości. Chciałem poznać warunki, jakie są za granicą, bo od dziecka marzyłem, żeby grać w zagranicznych klubach i wiedziałem czego chcę. Po testach były rozmowy, temat jednak upadł. Ale wiedziałem, że trzeba pracować dalej i byłem bardzo zmotywowany testami, które już i tak były małym osiągnięciem. Czułem się wyróżniony i widziałem, że inne kluby na mnie spoglądają.

Escola Barcelona to klub, do którego przechodzisz z Wyszogrodu, ale chyba było naturalną koleją rzeczy, że FC Barcelona zaprosi Cię na testy, na które zresztą pojechałeś.

Nie, akurat tego nie wiedziałem. Nie miałem gwarancji, że się tam dostanę. Wiedziałem, że muszę niesamowicie dużo pracować, aby w ogóle takie testy miały miejsce. Poświęciłem się strasznie i nadal to robię, bo to jest jedyna droga, aby gdzieś zaistnieć w przyszłości.

W międzyczasie był Górnik Zabrze.

Tak. Górnik Zabrze był w grudniu 2015. Skończyłem wtedy 16 lat i pojechałem na testy, gdzie trenowałem z zespołem Ekstraklasy. Było to duże doświadczenie, bo nigdy nie miałem styczności z zawodnikami, którzy na dobrą sprawę mogliby być moimi ojcami. Zawsze gdy jechałem na testy wiedziałem, że zdobywam to co najważniejsze, czyli doświadczenie. Jak się jeździ po klubach , to można poznać specyfikę gry danego zespołu, wizję trenerów, więc oswojenie się z tym bardzo mi pomagało.

Rok temu bomba transferowa, Marcin Bułka piłkarzem Chelsea Londyn.

Tak, ubiegłego roku w sierpniu zostałem zawodnikiem Chelsea Londyn i podpisałem profesjonalną umowę z klubem. To była dla mnie duża rzecz, bo nie ma co ukrywać, że od dziecka, gdy siedziałem przed telewizorem i patrzyłem na te kluby, marzyłem, żeby coś takiego osiągnąć. Postawiłem sobie jasny cel, który po części już osiągnąłem, ale mam jeszcze dużo do zrobienia i będę się starał to wykonać. Jestem dobrej myśli, a życie pokaże co będzie w przyszłości.

Rok temu trafiłeś do Chelsea i od razu Mistrzostwo Młodzieżowe Anglii, Puchar Młodzieżowy Ligi a także Puchar Młodzieżowy Anglii.

Tak. Było to dla mnie zaskoczeniem, że udało mi się wygrać te 3 trofea. Przyjechałem tam z takim celem, bo jak gdzieś się pojawiam, to chcę wygrywać jak najwięcej. To jest mój cel i dążę do tego. Ale nie poprzestanę na tym, bo w przyszłym roku celuję w Młodzieżową Ligę Mistrzów, gdzie będziemy mieli możliwość grania i tym razem zawalczymy o 4 puchary. Jeśli się gra w klubie, który jest jednym z największych na świecie, to wtedy nie ma stawki minimalnej, tam gra się o wszystko, aby zgarnąć całą pulę. Jako drużyna mamy bardzo dobrych zawodników, więc świetnie ze sobą współpracujemy. Będziemy chcieli pokazać, że w tym sezonie to nie był przypadek, że zdobyliśmy te trofea, ale jesteśmy po prostu doskonale przygotowani.

Na co dzień zdarza ci się trenować z pierwszą drużyną Chelsea pod okiem Antonio Conte. Jakie to uczucie?

Rok temu w kwietniu, gdy byłem jeszcze na testach, właśnie podczas pierwszych treningów wywarło to na mnie duże wrażenie. Nikt nie dawał mi żadnej gwarancji, że będę z nimi trenował. I pewnego dnia trener pierwszej drużyny, z którą miałem testy indywidualne, powiedział mi abym się przygotował na trening, który będzie za kilka godzin. Byłem zaskoczony i podekscytowany, ale po kilku minutach zszedłem na ziemię i wiedziałem, że nieważne z kim gram, mam to robić najlepiej jak potrafię.

Marcin, jesteś idealnym przykładem dla wszystkich młodych chłopców stąd, którzy biegają po lokalnych boiskach, że jeśli się czegoś bardzo chce, to można osiągnąć wiele. Co trzeba mieć w sobie, aby to wszystko osiągnąć?

Wydaje mi się, że po pierwsze jak się zaczyna grać w pikę w najmłodszych latach, to najistotniejsze jest to, aby czerpać przyjemność z grania. Ja cieszyłem się z każdej minuty spędzonej na boisku, nie szedłem tam na siłę. Wiadomo, ważna jest też motywacja do ciężkiej pracy, bo w tym fachu nie ma miejsca na taryfy ulgowe i drogę na skróty, więc swoje trzeba przepracować i robić to jak najlepiej. Trochę szczęścia też trzeba mieć, ale przede wszystkim to ciężka praca, bo tylko ci co najwięcej pracowali, najwięcej osiągnęli w życiu. To nie jest tak, że ktoś z Brazylii czy Portugalii ma większy talent niż ktoś z Polski czy z innego kraju, do tego prowadziła ciężka praca, odpowiednie myślenie i nastawienie do tego co się robi. Wydaje mi się, że sukcesów nigdy dość, ciągle trzeba wspinać się wyżej i pragnąć więcej, nie można osiąść na laurach.

Mógłbyś nam opowiedzieć jak wyglądał twój pobyt w klubie Escola Barcelona, to jest klub w Warszawie, to którego mogą trafić chłopcy z Sochaczewa i okolic grając w wyższej lidze mazowieckiej.

To bardzo duży klub, spędziłem tam cały okres zanim przeszedłem do Chelsea. Tam są bardzo dobre warunki do trenowania, świetni trenerzy i zawodnicy, którzy nawet w tym momencie są sprowadzani z zagranicy. Ten klub cały czas się buduje i rozwija, i ma swoją wizję na przyszłość, a zawodnicy w nim trenujący robią to z uśmiechem i pasją, a to jest najważniejsze. I taka mała wskazówka dla rodziców, aby nie zmuszali dzieci, aby robiły coś na siłę, bo wtedy nic z tego nie wyjdzie, to muszą być marzenia dzieci, a nie ich rodziców. Pierwsze 2 lata na treningi dojeżdżałem samochodem z moim trenerem z Wyszogrodu. To właśnie trener Marek Brzozowski zaproponował mi, abym poszedł na trening do Escoli, jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo bez jego pomocy byłoby mi strasznie ciężko. Rano na 8 szedłem do szkoły, bo tych obowiązków nie mogłem zaniedbać, wracałem o 14.30, szybko jadłem obiad i w pół godziny musiałem się wyrobić na trening, z którego wracałem o 21, a trzeba było jeszcze przygotować się do szkoły.

Czyli trzeba mieć w sobie nie tylko wolę, chęci do treningów, ale również samozaparcie?

Tak. Czasem trzeba zrezygnować z przyjemności i zastanowić się, co się chce osiągnąć w życiu, znaleźć cel, do którego się będzie dążyło. Na drodze do sukcesu stoi wiele wyrzeczeń, ja musiałem zrezygnować z wolnego czasu, ze spotkań z przyjaciółmi czy z innych przyjemności. Sportowcy objęci są też dietą, więc nie można jeść wszystkiego co popadnie. Piłkarz to jest zawód, który trzeba uprawiać 24 godziny na dobę, gdzie pod trening trzeba podporządkować sen i dietę. Nie jest to proste, ale możliwe, jeśli tylko się chce.

Czy twoim szczytem marzeń jest pierwszy zespół Chelsea Londyn i reprezentacja Polski? W twoim życiorysie, jak na razie, nie ma występu w drużynie seniorskiej. Myślisz o tym?

Tak, to też jest moje marzenie. To prawda, ja będę musiał o tym myśleć, bo ten wiek seniora przychodzi, a ja nie będę wiecznie młody i perspektywiczny. Ale i na takie rozmowy przyjdzie czas. Na razie jestem tu gdzie jestem, i jestem z tego zadowolony.

Wiem, że na początku lipca wracasz do Londyny i zaczynasz przygotowania.

Tak, wracam, a potem zaczynamy okres przygotowawczy w Hiszpanii, a w połowie sierpnia startujemy z nowym sezonem.

Dziękuję za rozmowę.

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)