“Wszystko idzie w dobrym kierunku”

echo-powiatu-robert-wilk-bzura-chodakow-wszystko-idzie-dobrym-kierunku

Dla fanów naszej rodzimej piłki nożnej nazwisko Roberta Wilka nie jest obce. Obecny trener Bzury Chodaków po pierwszoligowych boiskach biegał razem z najbardziej zasłużonymi dla polskiej piłki zawodnikami. Co z tego okresu najbardziej utkwiło mu w pamięci? Jak wygląda na chwilę obecną sytuacja Bzury Chodaków? Między innymi tego próbował dowiedzieć się od niego Paweł Goryniak.

Paweł Goryniak: Jak doświadczenia z pierwszoligowych boisk pomagają panu w pracy trenera?

Robert Wilk: Mają duży wpływ, ponieważ tyle lat gry w piłkę i praca z różnymi trenerami dały mi dużo doświadczenia. Każdy trener miał swój odrębny sposób prowadzenia treningów i od każdego można wyciągnąć jakiś szczegół i przypominać sobie, jak oni to robili. Nie ukrywam, że rozpisywałem sobie to, jak wielu trenerów prowadziło treningi i rozpisywało okresy przygotowawcze do sezonu, więc sądzę, że dużo na tym skorzystałem.

Który z trenerów wywarł na pana największy wpływ? Któryś zainspirował do tego, że pan sam został trenerem po zakończeniu kariery piłkarskiej?

Wydaje mi się, że żaden z nich jakoś szczególnie nie zainspirował mnie do tego, ponieważ już pod koniec kariery, kiedy grałem w Pelikanie Łowicz, wiedziałem, że na pewno zostanę przy piłce i spróbuję sił jako trener.

Można powiedzieć, że „przeżyłem” wielu trenerów, ale największy wpływ mieli na mnie Orest Lenczyk i trener Topolski który niejako wprowadził nową jakość trenowania w czasach, kiedy byłem zawodnikiem, ponieważ wrócił wtedy ze Stanów Zjednoczonych i rozwiązania i nowinki z zachodu starał się wprowadzać u nas. Oczywiście od każdego trenera, z którym pracowałem, można było się wiele nauczyć, ale tych dwóch chyba najbardziej wpłynęło na mnie jako trenera.

Wróćmy na chwilę do pana kariery piłkarskiej. Gdyby miał pan wybrać jedno wspomnienie, które kojarzy się najlepiej z tym okresem, co by to było?

Bardzo ciepło wspominam pobyt w Poznaniu, kiedy grałem w barwach Lecha. Zawsze przy pełnych trybunach, gdzie na każdym meczu był fantastyczny doping. Tworzyliśmy tam bardzo fajną i zgraną grupę zawodników z Maciejem Żurawskim, Arkadiuszem Głowackim, Piotrem Reissem, Jarosławem Araszkiewiczem i kilkoma innymi piłkarzami i była to fajna i dobra drużyna, więc ten okres wspominam bardzo miło.

Gdyby miał pan wybrać taką jedną chwilę, migawkę z kariery, co przychodzi panu na myśl? Może najładniejsza bramka?

Myślę, że tak. Graliśmy z ŁKS Łódź i wygraliśmy to spotkanie 4-3, a mi udało się strzelić dwie bramki Andrzejowi Woźniakowi, którego wszyscy nazywają „Księciem Paryża” [pseudonim zyskał po meczu z reprezentacją Francji 16 sierpnia 1995 na Parc de Princes – przyp. red.]. Można powiedzieć, że miałem patent na Andrzeja. Sami się z tego później śmialiśmy, że w zasadzie w każdym meczu, w którym graliśmy przeciwko sobie, udawało mi się strzelić mu bramkę.

Przejdźmy teraz na nasze lokalne podwórko. Jakie oczekiwania były stawiane przed panem przed rozpoczęciem sezonu?

Szczerze mówiąc, to żadne. Zostałem tutaj zatrudniony w momencie, w którym Bzura była w lidze okręgowej i nie wiedzieliśmy, że będziemy grali w czwartej lidze. Prezes rozmawiał ze mną na temat prowadzenia zespołu w lidze okręgowej, później, przez decyzję związku sytuacja się zmieniła i Bzura ponownie byłą czwartoligowym zespołem i można powiedzieć, że żadne cele nie były przede mną stawiane.

Czyli można powiedzieć, że ma pan przed sobą czystą kartę? Ważne, żeby Bzura się utrzymała?

Na pewno utrzymanie zespołu w IV lidze jest priorytetem, bo tak jak już powiedziałem, przychodziłem tutaj jako osoba, która ma poprowadzić drużynę w lidze okręgowej i nie mieliśmy dużo czasu, żeby się przygotować. Podobnie sprawa wyglądała i nadal wygląda ze wzmocnieniami – to też do ostatniej chwili było wielką niewiadomą, także wzmacnialiśmy się w ostatniej chwili. Mecze sparingowe także były uzgadniane w ten sposób, żeby przygotować się na klasę okręgową, więc nie byli to silni przeciwnicy. Na pewno podstawowym celem jest to, żebyśmy w tej rundzie zdobyli jak najwięcej punktów, żebyśmy nie musieli się martwić naszą pozycją w tabeli wiosną, tak jak miało to miejsce w poprzednim sezonie.

Na co zwraca pan największą uwagę na treningach? Co w przygotowaniu zawodników do meczu jest dla pana najważniejsze?

Przede wszystkim patrzę na zaangażowanie zawodników i pracę, jaką wykonują na każdym treningu, ponieważ to przekłada się później na ich postawę w trakcie meczu. Staram się też kłaść duży nacisk na taktykę, żeby zawodnicy wiedzieli gdzie i jak mają się poruszać, jakich stref boiska mają pilnować oraz czego wymagam od nich na meczu. Nie zapominam też o przygotowaniu technicznym zawodników, ponieważ to też jest ważne, ale wydaje mi się, że przygotowanie taktyczne jest najważniejsze.

Gdy patrzy pan na obecną kadrę zespołu uważa pan, że jest ona kompletna, czy że wymaga jeszcze jakichś wzmocnień?

Myślę, że przydałoby się sprowadzić do zespołu dwóch lub trzech zawodników kreatywnych, którzy wnieśliby jakość do zespołu i wtedy drużyna mogłaby być w czołówce tej ligi.

Już w pierwszych kolejkach Bzura doznała wyjazdowych porażek w Drobinie z beniaminkiem Skrą oraz w Pułtusku z Nadnarwianką. Co było przyczyną tych porażek?

Myślę, że w pierwszym meczu w Drobinie zlekceważyliśmy przeciwnika. Każdy myślał, że skoro jedziemy do beniaminka, to będzie łatwo i wrócimy z trzema punktami. Przed meczem uczulałem na to zawodników, lecz, jak widać, widocznie za mało. W drugim spotkaniu w Pułtusku zawiodła przede wszystkim skuteczność, bo jeżeli ktoś był na meczu, to widział, że stworzyliśmy sobie siedem lub osiem stuprocentowych sytuacji do strzelenia bramki, których nie wykorzystaliśmy, a przeciwnik wykorzystał jedną i niestety skończyło się to porażką.

Mój dziadek doskonale pamięta te lata, w których Bzura grała w drugiej lidze. Co prawda są to już zamierzchłe czasy, ale sądzi pan, że obecna drużyna ma potencjał, aby nawiązać do tych kart historii i awansować coraz wyżej?

Nie jest to takie proste, ponieważ zależy to od wielu czynników. Nie leży to tylko w rękach zawodników, ale też zależy od organizacji klubu, jego finansów, obiektu, ponieważ wiadomo, że z każdym kolejnym szczeblem rozgrywek wymagania co do obiektu i organizacji meczu są coraz większe. O tym trzeba już rozmawiać z prezesem, na jakim etapie klub jest obecnie. Myślę, że na tę chwilę jest to zespół, który może wygrać z każdym w tej lidze, ale tak jak widzieliśmy, z każdym też może przegrać. Jeżeli chcemy myśleć o wyższych celach, to wydaje mi się, że dwa lub trzy wzmocnienia są niezbędne.

Czy patrząc przez pryzmat tych dwóch dotychczasowych porażek zmienił pan podejście do treningów i zaczął przykładać większą uwagę do pewnych elementów?

Z każdego mecz trzeba wyciągać wnioski i zawodnicy na pewno to robią. Widać chociażby po meczu, w którym wygraliśmy 3-1 z Mławianką Mława, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Fot. Krzysztof Lewandowski

Powiązane artykuły

*

Podoba Ci się ten artykuł?
Nawet jeśli nie, to i tak możesz polubić profil Echa Powiatu, by zmobilizować do lepszej pracy naszych redaktorów :)